Pięknie było i nadal żyć w rytmie natury

Kiedy dotarłam do Parku Etnograficznego „Pod Kogutem” w Dąbiu, miałam wrażenie, że przenoszę się w inny świat - ten, o którym opowiadały mi babcia Stanisława i mama Helena, kiedy wspominały swoje dzieciństwo na wsi. Już sama brama wejściowa, wyglądająca jak dawne wrota stodoły, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Przekroczyłam próg i… nagle czas zwolnił.

Przede mną rozciągał się sad, którego gałęzie uginały się pod ciężarem jabłek. Pachniały nagietki, kwitły malwy i dalie, a w trawie mieniła się cała łąka kwiatów. Było tak sielsko, że aż chciało się zdjąć buty i przejść boso po miękkiej trawie.

Wśród drzew dostrzegłam kuźnię z 1907 roku. Weszłam do środka i poczułam się, jakbym zajrzała do świata, w którym praca była twarda, ale pełna sensu. Stare kowalskie narzędzia, zapach drewna i metalu… a na deskach patrzyły na mnie diabły i diabliki, malowane zgodnie z lokalnymi legendami. Trochę straszne, a trochę zabawne – zupełnie jak dawniej opowiadane podania.

Kawałek dalej zajrzałam do Izby Babci Heli. Tu moje serce dosłownie zmiękło. Drewniane łóżko, kołyska, święty obraz nad posłaniem, na stole lampa naftowa – dokładnie taka, jaką pamiętam z domu mojej babci Stanisławy na Strażniku koło Solca-Zdroju. Przy oknie portret ślubny, rysowany węglem przez wędrownego artystę… aż miałam ochotę usiąść przy stole, zapalić lampkę i nalać herbaty do emaliowanego kubka. W kącie beczka, szatkownica do kapusty, prasa do sera – wszystkie te rzeczy przypominały, że kiedyś życie było proste, ale pełne rytuałów codzienności.

Potem odkryłam kolekcję dawnych maszyn rolniczych i ekspozycję „Koński świat”. Chomąta, baty, lejce, wozy - wszystko to opowiadało o czasach, gdy koń był najwierniejszym pomocnikiem człowieka. Kręta ścieżka wśród jabłoni zaprowadziła mnie jeszcze do galerii sztuki w drewnianym domu z bali. Węglowa kuchnia, obielone ściany, skrzypiące schody na strych - aż czułam, że w każdej chwili ktoś może zejść i zapytać: „A może zjesz z nami kolację?”.

Najbardziej jednak zachwyciła mnie pasieka. Kolorowe ule malowane w kwiaty wyglądały jak bajkowe domki. Niektóre były wyrzeźbione w pniach lipowych, inne przykryte strzechą z trzciny. Usiadłam na ławeczce przy niebieskim płotku i patrzyłam na to miejsce z takim spokojem, jakiego dawno nie czułam.

W całym parku co krok spotykałam rzeźby, kapliczki i barwne koguty przypominające ludowe wycinanki. To miejsce żyje - odbywają się tu koncerty, wystawy i spotkania, które sprawiają, że tradycja dawnej wsi nie jest tylko wspomnieniem, ale czymś, co naprawdę możemy dotknąć, poczuć i przeżyć.

I wiecie co? Wychodząc, miałam jedno pragnienie – żeby wrócić tu jeszcze raz. Bo Park „Pod Kogutem” to nie tylko skansen. To podróż do świata, w którym człowiek żył bliżej natury, wolniej i piękniej.

Jeśli będziecie kiedyś w okolicach Zawichostu albo Sandomierza – koniecznie tu zajrzyjcie. To miejsce, które koi duszę i przypomina, jak pięknie było (i nadal może być) żyć w rytmie natury.

Park Etnograficzny „Pod Kogutem”
Dąbie 21, 27-630 Zawichost
Powiat sandomierski
tel.: 603222163

                                                                                              Katarzyna Kozłowska

 

Kontakt: Lokalna Organizacja Turystyczna Ziemi Sandomierskiej - SANLOT

Przewiń do góry